Księga gości

Kategorie:

Full Moon Madness(76)
Zilal(13)


Info:

  1. data założenia "FMM": wrzesień 2004
  2. data założenia "Z": marzec 2007
  3. layout by: Rain
  4. obrazek: "D.N. Angel"
  5. nasz button:


Linki:

  1. Eternal
  2. Gazal
  3. Madzik
  4. Vedzia

  5. Silent Hope

  6. Ownlog

lyoko
Pharazon Alph



~ FULL MOON MADNESS ~

Rekrutacja:

  1. Prosimy o zostawienie informacji w naszej księdze gości

Skład:

    Abbys
  1. portret pamięciowy - dostępny
  2. planeta: mars
  3. płeć: M
  4. rasa: człowiek
  5. ranga: najemnik
  6. uzbrojenie:
    sztylet; krótki miecz z lekko zaokrąglonym ostrzem; claymore; mała tarcza; dmuchawka na zatrute strzałki
  7. umiejętności / zdolności magiczne: nie zweryfikowano
  8. opis:
    Na pierwszy rzut oka można by powiedzieć, że to najzwyklejszy człowiek. Krótkie mahoniowe włosy nie sięgają ramion, a długa grzywka swobodnie opada na czoło. Nic nie umknie bystremu spojrzeniu głębokich, ciemno-niebieskich oczu. Z pozoru bardzo spokojny i opanowany, ale łatwo wpada w gniew. Przeważnie szybko potrafi nad nim zapanować. Doskonale wyszkolony we wszelakich technikach walki bronią białą. Osoby poszukujące u niego zdolności magicznych nie potrafiły przypisać ich do żadnej ze znanych dziedzin, Stwierdziły natomiast, iż posiada ogromny potencjał. Posiada ter'angreal w formie amuletu w kształcie kwiatu róży wykuty ze srebra. Ubrany raczej w szaty wierzchnie ciemnego koloru - długi płaszcz z kapturem i wysokie buty; pod nimi lekka skórzana zbroja.

    Artemis
  1. portret pamięciowy - dostępny
  2. planeta: wenus
  3. płeć: K
  4. rasa: pół-demon, pół-smok
  5. ranga: zaklinacz
  6. uzbrojenie: krótki łuk, mała tarcza
  7. umiejętności / zdolnośi magiczne: przywoływanie żywiołów
  8. opis:
    Jak większość zaklinaczy postać dość nietypowa. Ciemnie włosy opadą ciężko na czarną, lnianą suknię sęgającą do kolan. Postrzępiona, lekka grzywka opada na dwukolorowe oczy. Jedno intensywnie niebieskie - obserwujące bacznie każdy ruch otaczających wokół istot, drugie czarne, matowe, przypominające oko osoby o zaawansowanej depresji. W zależności od sytuacji rozsądna i skoncentrowana lub pogodna i roztrzepana i zdecydownaie lepiej mieć ją za przyjaciela, niż wroga...

    Clover
  1. portret pamięciowy - dostępny
  2. planeta: ziemia
  3. płeć: K
  4. rasa: człowiek
  5. ranga: wojownik
  6. uzbrojenie: miecz obosieczny; sztylet
  7. umiejętności / zdolności magiczne: uzdrawianie
  8. opis:
    Niezbyt wysoka, szczupłaa, wiecznie roześmiana dziewczyna o długich włosach ciemny blond i oczach nieokreślonego bliżej koloru. Nie lubi zajmowac się przeszłością, stąd też niewiele o niej wiadomo. W walce posługuje się długim mieczem z grawerowaną tajemniczymi runami klingą. Opanowała umiejętność ataku prawie do perfekcji, czego niestety nie można powiedzieć o obronie. Ze względu na tę słabość oraz dość wysoko rozwiniętą zdolność uzdrawiania jest niejako "oszczędzana" podczas walk, co jednak bardzo ją złości. Wieczna optymistka, jednocześnie bardzo wrażliwa.

    Zephira
  1. portret pamięciowy - dostępny
  2. planeta: merkury
  3. płeć: K
  4. rasa: półelf
  5. ranga: pogromczyni / łowca smoków
  6. uzbrojenie: sztylet; włócznia naquada
  7. umiejętności / zdolności magiczne:
    czytanie i posługiwanie się runami starożytnymi, magią ognia, posługiwanie się amuletami, obrona przed czarną magią, kamuflarz
  8. opis:
    Drobna, piwnooka elfka nie wyglądajaca na swój wiek (200 lat). Córka kobiety i elfa. Była oczerniana i wyszydzana przez całe swe dzieciństwo dopóki nie ruszyła w świat. Przez swoją kruchą budowę ciła musiała się nauczyć posługiwać jedynie niewielką iloscią broni białej udoskonaliła za to swoje zdolności magiczne. Ubranie ze skóry jasnego koloru ukryte jest pod czarnym, jedwabnym płaszczem. Na zgrabnych i długich nogach nosi wysokie skórzane buty do kolan. Poobwieszana jest różnego rodzaju magicznymi amuletami i branzoletami. Najważniejsze z nich było Oko Smoka, które nosiła na prawej ręce. Uroda i usposobienie stwarzają wrażenie bezbronnej kobiety, lecz gdy tylko jest potrzeba, Zephira przeobraża się w dzielną wojowniczkę, która dąży do celu po trupach.

Archiwum

2009
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty


Full Moon Madness :: 05.09.2007 :: 11:38 :: Komentuj (6)

Mała dziewczynka wyszła na drogę, a przynajmniej tak się Zephirze zdało, bo gdy zaskoczona przetarła oczy nieopodal stała młoda kobieta o ciemnych włosach. Zdawała się wpatrywać z półelfkę przestraszona. Zephira stała w nieznacznej odległości o osoby, która się przed nią pojawiła i zastanawiała się co robić dalej.
- To byłaś ty, prawda? - Bardziej stwierdziła niż spytała półelfka.
Kobieta rozejrzała się zdziwiona, jakby nie miała pewności gdzie jej rozmówczyni się znajduje.
- Nie rozumiem, gdzie niby miałam być?
- Nie wiem... ale to ty byłaś tym co było niewidoczne, a jednocześnie poruszało się pomiędzy drzewami...
- Nie sądzę bym mogła swobodnie poruszać się po lesie, schowałam się słysząc, że ktoś nadjeżdża. - Jej wzrok przestał błądzić i zatrzymał się na Zephirze.
- A czemu nie możesz swobodnie poruszać się po lesie? Jak dotąd nie widziałam tu niczego niebezpiecznego...- Zeph schowała sztylet do pochwy na pasie.
Uśmiechnęła się i zrobiła kilka kroków do przodu by łowczyni mogła zobaczyć jej oczy. Były białe, z lekkim jedynie zarysem czegoś co powinno być źrenicą. Zephira zatrzymała rękę na rękojeści.
- Czym ty jesteś?
- Czym? - Cofnęła się słysząc wrogość w głosie. Poza oczami w jej wyglądzie nie było nic niezwykłego. - Z tego, co mi wiadomo to człowiekiem... - Nie miała broni, miała zbyt przylegające do ciała ubranie by mogła gdzie ją ukryć.
- Hmn... Masz dosyć nietypowe oczy by być zwykłym człowiekiem... - Zephira zamyśliła się. - Nie bój się nie mam najmniejszego interesu w skrzywdzeniu ciebie...
Dziewczyna roześmiała się szczerze na co Zephira zmrużyła oczy nie wiedząc o co chodzi.
- Wybacz Pani - Ukłoniła się lekko - ale jeszcze nie słyszałam by ktokolwiek nazwał niewidzącego niezwykła osobą.
- P... przepraszam... jakoś tak wyszło, że w całym moim życiu nie było mi dane spotkać niewidzącej osoby... Nie chciałam cię urazić - Słychać było wyraźną skruchę w jej głosie.
- Nie uraziłaś - Uśmiechnęła się lekko i przechyliła głowę w prawo, jakby się przyglądała, choć jej oczy pozostawały nieruchome - A dokąd właściwie zmierzacie?
- Zmierzam do Kiny... - Urwała na chwilę. - Musiałam zostawić moich przyjaciół na polu walki i wracać do królestwa z posłannictwem... - W tym momencie ucieszyła się, że kobieta nie widzi ciała króla.
Kiwnęła głową.
- Czyli coś musiało być aż tak ważne... Ale nie martw się, nie będę Cię wypytywać. - Uśmiechnęła się po chwili. - Daleko stąd do najbliższej karczmy?
- Hmn... No myślę, że o zmierzchu byś do niej dotarła... - Zephira przyjrzała się nieznajomej. - Jeżeli chcesz mogę cię zabrać ze sobą...
Aż klasnęła w dłonie
- Naprawdę nie byłby to dla was problem?
- Nie sądzę... Jeśli tylko mój koń się zgodzi cię ponieść to nie ma problemu... i nie mów NAS... jestem tylko ja i koń...
Zdała się rozejrzeć i znów kiwnęła głową.
- Skoro tak mówisz, tak musi być. - Po chwili dodała niepewnie. - Właściwie, jak na Ciebie wołają?
- Jestem Zephira - Podeszła do kobiety i chwyciła jej dłoń - A jak ciebie zwą?
Jej dłoń była gładka jakby nigdy nie musiała pracować.
- Ternlea - Uśmiechnęła się lekko.
- Miło mi... no to co? Dołączysz się do mnie? Od kilku dni wędruje sama i przyda mi się ktoś miły do towarzystwa.
- Chętnie, wiem, że podróżowanie samemu nie jest zbyt przyjemne, tylko wezmę moje rzeczy, dobrze? - Nie doczekawszy się odpowiedzi kiwnęła głową, jakby na znak przeprosin i poszła za drzewo zza którego wyszła. Wróciła po chwili niosąc średniej wielkości lirę i torbę.
Półelfka jeszcze raz sprawdziła, czy ciało elfa jest dobrze przymocowane do wozu i obejrzała się na dziewczynę.
- Chciałabyś jechać na koniu czy wolisz iść? - Zeph podeszła do konia i chwyciła za jego uzdę - Bo ja bym nawet z chęcią rozprostowała sobie nogi... - Pogłaskała konia po łbie ale twarz skierowała ku nowej znajomej.
- Mogę iść, dla mnie to nie ma większej różnicy - Znów jakby się rozejrzała, choć był to raczej pusty gest w jej wykonaniu
- No to... Może powędrujemy razem i odciążę trochę konia... - Zeph ruszyła by po raz kolejny poprawić uprząż zmarłego króla.
- Dobrze - Zarzuciła torbę na ramie i uśmiechnęła się lekko.
- Ale może masz jakieś ciężkie rzeczy, które koń mógłby ponieść?
Splotła palce na lirze
- Nie.
Gdy już obie były gotowe do drogi ruszyły. Zephira zatraciła się w myślach. Nie chciała wymuszać rozmowy na nowej towarzyszce, zresztą nigdy nie była typem rozmówcy. Dziewczyna potykała się co jakiś czas o kamienie na drodze, ale bardzo szybko łapała równowagę, widać że podróżuje od jakiegoś czasu.
- Co to była za bitwa?
- Hmn? - Półelfka zapytała, tak jakby ktoś ją wyrwał z zamyślenia - Słucham?
- Wspomniałaś o jakiejś walce. - Jej głos jest spokojny, nie nachalny, choć pytanie mogło się takim zdawać, choć może to kwestia lekkiego znudzenia w tonie jej głosu wywoływała taki efekt.
- Ach... - Nastała chwila ciszy - Cóż... Próbujemy powstrzymać wojska Vokiala przed rozprzestrzenieniem jego sił na elfie miasta... A potem... Może jeśli by się nam udało zniszczyć jego reżim w innych okupowanych miastach i krajach... - Odpowiedziała pustym głosem. Tak jakby była wyprana z wszelkich uczuć.
- Vokial, dziwne imię. A kim byli twoi towarzysze?
- Hmn... Wyruszaliśmy w czwórkę. Abbys, jego nowa uczennica Artemis, Clover i ja. Potem nasza grupa powoli się kurczyła, to znów rozszerzała... - Jej głos zaczął drżeć.- Naszym celem na początku... - Ciągnęła opowieść - było znalezienie i zabicie mordercy naszego wspólnego mistrza. Cel ten wkrótce zmienił się... Właściwie teraz nie wiem czy mamy jakiś cel... Ta garstka z nas... Właściwie z podstawowego składu zostałam ja, Clover, która jest z tym wariatem i Abbys, o którym nie mam wieści...
Dziewczyna słuchała cały czas w milczeniu, czeka na wyraźną kropkę.
- Przepraszam... Nie chciałam cię zanudzić... - Przerwała.
- Nie zanudziłaś. - Uśmiechnęła się ciepło. - Po prostu nie wiem, czy chcesz mi coś jeszcze powiedzieć.
- Hmn... - Pomyślała przez chwilę - Więc... Nasze poszukiwania mordercy zmieniły się w ucieczkę przed wojskami nie tylko Vokiala ale także i Nalavela, jego podwładnego. Poszukiwali czegoś co było w naszym posiadaniu, a przez co straciliśmy Artemis, do teraz nie wiem co się z nią właściwie stało, przez co wszyscy byliśmy w więzieniu albo śmiertelnym niebezpieczeństwie - Wzdrygnęła się na wspomnienie niewoli - Potem... Potem uciekaliśmy do króla elfów po pomoc, która przyszła z najmniej oczekiwanej strony. Były wróg stanął po naszej stronie, choć ostrzegałam resztę, że może to się źle skończyć. Bajkami zaćmił nam oczy, ruszyliśmy po elfi skarb, elfią armię ale i te poszukiwania przypłaciliśmy życiem. Życiem elfiego króla i niewolą Abbysa. Tak naprawdę na polu walki zostaliśmy tylko ja, Clo i mój największy wróg, który teraz zjednoczył z nami swe siły... Boję się jednak o nią, nie mam pojęcia co może dla niej wymyślić ten cholerny mag. Na dodatek... - Tu jej głos się załamał - Czuję że teraz to on mnie wykończy... - Zakończyła wywód westchnieniem.
- Czyli to twoje poselstwo to ucieczka? Nie zrozum mnie źle, nie oceniam cię, w sumie z tej opowieści ciężko ci się dziwić. - Ma twarz skierowaną w jej kierunku, ale oczy ciągle pozostają nieruchome.
- Nie... Zostałam w nią wysłana przez niego... Nie wiem. Może miał nadzieję że nie wrócę. - Elfce znów załamał się glos. Tym razem nie wiedziała dlaczego. - Muszę... Muszę dostarczyć coś ważnego do Kiny...
- Aha - Przytaknęła, nie miała zamiaru pytać czym konkretniej jest przesyłka i dało się to wyczytać z jej twarzy. - Nieszczęśliwa drużyna.
- Wiele oddałabym żeby Clover była tu ze mną... Chociaż czasami się nie mogłyśmy porozumieć była dla mnie jak młodsza siostra... Dużo młodsza - Mimowolnie uśmiechnęła się na wspomnienie swojego i jej wieku. - Artemis nie dane mi było poznać... Ale wciąż mątwie się o Abbysa... chciałabym móc go uwolnić... Ale odkąd ukradziono mi medalion jestem nikim...
- Nie jesteś nikim, jesteś istniejącą osobą i mogę to stwierdzić z całą pewnością mimo tego, że nie jest dane mi cię widzieć. - Wyciągnęła rękę przed siebie i błądziła ją chwilę, aż natrafiła na ramie Zeph.
- No to tyle o mnie. - Uśmiechnęła się i delikatnie poklepała dłoń towarzyszki - A jaka jest twoja historia? Mam nadzieje że nie tak nudna jak moja?
- Jeśli to uważasz za nudne to ja nie wiem, co cię może zaciekawić. - Roześmiała się serdecznie.
- No wiesz... Ja to wszystko przeżyłam więc dla mnie to jest nudne... Może dla ciebie takowe nie było... - Uśmiechnęła się mimo woli.
Dziewczyna uśmiechnęła się również, chociaż nie mogła widzieć uśmiechu Zeph.
- Moja historia... Kiedyś podróżowałam z trupą, wtedy mój brak nie był aż tak widoczny. Nie wiem, co się dokładnie wydarzyło, obudziłam się w karczmie, coś tam ludzie bełkotali, ale nie pamiętam. I tak ruszyłam w drogę. - Wzruszyła ramionami.
- Dawno temu ruszyłaś w drogę? - Zapytała Zeph spoglądając na młodą towarzyszkę. - Cały czas sama podróżujesz? Musi ci być ciężko...
- Tak, sama. Czy ciężko - Wzruszyła ramionami. - Nie zastanawiałam się nad tym, bo tak po prostu widać musiało być. - Podkreśliła słowo 'widać' i się roześmiała.
- Mi jest ciężko - Westchnęła.
- Stan chwilowy - Uśmiechnęła się.
Po chwili spokojnymi do tej pory drzewami poruszył wiatr, który z każdą chwilę stawał się coraz silniejszy. Piasek i kurz uniosły się z drogi, więc kobiety musiały przerwać rozmowę by ich nie zjeść. Na niebie zaczął majaczyć czarny kształt, rósł z każdą chwilą, zaraz po czym rozdzielił się na dwa. Po dokładniejszym przyjrzeniu się można było stwierdzić, że są to dwa demony. Jeden z nich wylądował w pewnej odległości na trakcie przed nimi i wyciągnął w stronę Zephiry rękę, jakby czegoś oczekiwał.
- Czego chcecie? Jakim prawem stajecie nam na drodze? - Zaczęła groźnie choć tak naprawdę, po przygodach z Artemis, lękała się demonów.
Dziewczyna cofnęła się krok do tyłu i wbiła martwy wzrok w ziemie, zacisnęła mocniej palce na lirze i przestała się poruszać.
- Twojego pakunku - Demon uśmiechnął się wrednie.
- Wybacz, ale nie rozumiem po co ci damskie ciuszki. - Uśmiechnęła się złośliwie.
Położył dłoń na mieczu, drugi ciągle unosił się w powietrzu i czekał.
- Nie próbuj nawet żartować.
- Ja nie żartuje... Naprawdę, nie wiem o jaki pakunek wam chodzi - Zrobiła zmartwioną minę. Jednak w tej samej chwili wpadła jej do głowy myśl - Chyba nie myślicie że wam go oddam...
- Kazano nam spytać, szczerze mówiąc mieliśmy nadzieję, że nie oddasz go po dobroci. - Uśmiechnął się wrednie, a ten który nie wylądował zaczął wykonywać różne gesty dłońmi.
Zephira wyrzuciła z dłoni jakiś medalion, który roztoczył nad nimi barierę obronną.
- Ternlea... Umiesz walczyć?
- Moja lirą to ja mogę jedynie rzucać. - Uśmiechnęła się i wykonała kolejny krok do tyłu wpadając na kamień i przewracając się.
- Tak się tylko upewniałam... - Zephira szukała wzrokiem demonów. - Nie ruszaj się stamtąd...
Ten który mówił ciągle stał na trakcie, drugi demon właśnie skończył gestykulacje. Wokół jego dłoni pojawiła się szara poświata, z której po chwili wysunęła się nitka i zaczęła lecieć w stronę Zephiry.
- Na złote smoki, co to jest...? - Zeph nigdy nie była uczona w czarach. Tym bardziej w demonich czarach. Nie wiedziała czego się spodziewać. Wzmocniła tylko myślą tarczę obronną i chwyciła za miecz, w który na drogę wyposażył ją mag.
Nie miała pojęcia czy tarcza je ochroni. Nigdy nie musiała jej używać. Nigdy nie słyszała też przed jakimi zaklęciami ona chroni. Jednak to było jedyne co mogła zrobić by ochronić je dwie i ciało elfa.
Nitka zaczęła wolno oplatać barierę, ciągle próbując się przez nią przebić. Widać było, że powstrzymuje ona zaklęcie, które rzucił mag jednak było wiadomym, że nie wytrzyma ona długo. Krzyknął coś niezrozumiałego i w tym momencie drugi demon rzucił się na elfkę z mieczem. Półelfka skrzyżowała swój miecz z mieczem demona. Był od niej dużo cięższy, ale spróbowała stawić mu opór. Miała nadzieje że ta tarcza jeszcze trochę wytrzyma. W końcu jej towarzyszka nie miała jak się bronić. Demon bez problemu przeszedł przez tarcze, wyraźnie chroniła ona przed magia a nie przed bezpośrednim atakiem. Odepchnął Zephirę do tyłu i skierował broń w stronę elfki.
- Ostatnia szansa by się wycofać.
- Chyba nie myślisz że tak po prostu ci go oddam? - Elfka zacisnęła zęby przygotowując się na odparcie ataku demona.
- Dla ciebie to tylko ciało, dla nas materiał - Wyszczerzył się i odsunął się kawałek dalej. Nie atakował jej jeszcze mocno, jakby mimo wcześniejszych słów chciałby się zgodziła, gdy wszedł w barierę stał się dziwnie niespokojny, co dało wyczytać się z mimiki. Nić drugiego demona przysłoniła już górną część bariery.
- Jak możesz tak mówić - Łzy wypełniły oczy elfki - On nie jest dla mnie tylko ciałem - Wykrzyczała mu w twarz. - Nie możecie go zabrać... – Czuła, że jest za słaba by wygrać ten pojedynek, ale czuła też że nie może tak po prostu się poddać.
- A co byś dała gdyby znów mógł żyć? - Zaatakował, celując mieczem w jej ramie.
Półelfka się zmieszała. Na chwilę straciła orientacje. Po prostu wpatrywała się w twarz demona jakby to co do niej powiedział docierało do niej w spowolnionym tempie.
- Nie można... - stwierdziła po chwili.
Jego ostrze wbiło się jej boleśnie w ramie.
- Zobaczysz, że można - Zaraz po tym skorzystał z jej nieuwagi i ogłuszył półelfkę głownią miecza. Zeph upadła pod kopyta konia i pogrążyła się w świecie ciemności. Gdy tylko jej ciało dotknęło ziemi bariera znikła, a drugi demon natrudził się dobrą chwilę by nie wcelować zaklęciem w swojego towarzysza.
- Albo i nie zobaczysz - Stwierdził po przyjrzeniu się jej, uniósł miecz w górę celem pozbawienia jej życia.
Demon dostał wyraźne polecenie by nie zabijać dziewczyny, jeśli nie będzie to konieczne jednak odkąd się zbliżył wyczuwał dziwny niepokój. Jakaś nieznana mu siła była blisko i nie potrafił określić, czy będzie ona mu sprzyjać, czy będzie musiał z nią walczyć. Przez cały czas zwracał uwagę tylko na Zephirę, dopiero teraz dostrzegł dziewczynę, gdy ciężko podniosła się z ziemi.
- Kto? - Spytał i wyciągnął w jej stronę miecz jednak bardzo szybko zwątpił. Nie zdawała się być ona dla niego żadnym zagrożeniem, nawet nie miała broni, na dodatek te puste oczy. Zdziwił się zupełnie gdy jej sylwetka się rozmyła po czym znikła.
Rozejrzał się zdezorientowany, machając mieczem na wszystkie strony. Poczuł jak zimna stal wbija mu się w bok, odskoczył jednak nikogo nie zauważył. Na jego ciele pojawiało się coraz więcej płytkich, acz bolesnych ran. Próbował unikać niewidzialnego przeciwnika jednak gdy przekonał się o nieskuteczności swoich czynów po prostu się wycofał. W tym momencie drugi demon uformował w dłoniach kulę ognia i rzucił w nią w miejsce gdzie przed chwilą stał jego towarzysz.
Czar jednak rozbił się jakby o kopułę, rozszedł się po niej i wygasł. Odpowiedź była szybka, dwie podobne kule ognia zaczęły zbliżać się do demonów, uniknęli ich w ostatniej chwili. Mag będąc w stanie określić gdzie znajduje się przeciwnik zaczął atakować go zaklęciami tak by nie mógł się ruszyć. Technika okazała się skuteczna: Oponent zajęty obroną nie mógł atakować. Pierwszy demon wykorzystał to, podleciał do wozu i zabrał ciało elfa nim przeciwnik zdążył zareagować. Odlecieli nawet się nie oglądając. Kobieta zaklęła pod nosem, nie spodziewała się, że tak podrzędna istota może dysponować taką siłą by ją unieruchomić. Odrzuciła na plecy białe włosy i przyjrzała się Zephirze, nie miała ona poważniejszych ran. Owinęła jej ramię chustką po czym usiadła obok niej. Białowłosa wzięła w dłoń wisiorek, który miała na szyi, po raz pierwszy zaczęła się tak naprawdę zastanawiać po co to wszystko robi. Z początku chciała tylko korzystając z wolnego czasu zabawić się łącząc drużynę rozdzieloną przez los, ale przecież nie z tego powodu zostawiła wszystko. Nie dlatego napisała krótki list, który został na stole. Wyruszyła bez pożegnania zapewniając tylko, że wróci. Wierzyła, że będzie na nią czekał, miała nadzieje, że nie wyruszy za nią. Były sprawy które mogła rozwiązać tylko ona. Podniosła się, uzbierała drewna i ułożyła je obok na kupce. Spojrzała znów na Zeph, wyjęła bukłak ze swojej torby. Uśmiechnęła się do siebie, znów nałożyła na siebie niewidzialność i przywołała iluzję nieporadnej dziewczyny i z jej perspektywy chlapnęła wodą na twarz półelfki. Zephira zerwała się na nogi. Zbyt gwałtowny ruch w połączeniu z krwawiącym ramieniem sprawił iż zachwiała się. Mimo to podbiegła by zobaczyć, czy ciało elfiego króla spoczywa na swoim miejscu. Gdy zobaczyła jego brak upadła na kolana i zasłoniła twarz dłońmi.
- Zeph? - Dziewczyna spytała niepewnie i zaczęła przesuwać się po ziemi w kierunku w którym zdało jej się, że obecnie znajduje się półelfka.
- Ja... Ja sobie tego nie wybaczę... - Roniła łzy, jedną za drugą - Straciłam kogoś kogo mi powierzono. Nie umiałam go ochronić... A teraz jakieś demony będą bezcześciły jego ciało... - Łkała.
Wyszukała ją ręką, położyła dłoń na jej ramieniu po czym przytuliła ją mocno nie mówiąc nic więcej.
- Ja... Ja teraz nie mam po co żyć... Nie mam dokąd wracać... Z jego ciałem straciłam wszystko...
- Z tego co mówiłaś jest ktoś kogo musisz uwolnić. - Szepnęła i przytuliła ją mocniej.
- Tylko... Że ja nawet nie wiem skąd mam go uwolnić ani gdzie szukać...
- Uważasz, że lepiej się poddać?
Zamilkła. Nie wiedziała co powiedzieć. Prawie wszyscy jej towarzysze zginęli na polu walki. Tylko ona się została. Tylko ona widziała jak umierają i nie mogła nic z tym zrobić
- Chyba wolałabym, żebym to ja zginęła w tych walkach...
- Ale skoro jednak dane jest ci dalsze życie powinnaś je wykorzystać i zrobić tak by nabrało nowego celu i sensu. Poddając się zawiedziesz tych którzy odeszli. - Dalej szeptała z jej tonu wynika, że wie o czym mówi. - Jeśli zginęli wszyscy to tylko ty możesz opowiedzieć ich historię.
- Uważasz, że powinnam poszukać Abbysa? - Zapytała niepewnym głosem elfka.
- Tak. - Odpowiedziała krótko i odsunęła się kawałek, puszczając ją.
Zephira podumała trochę w ciszy. Zastanawiała się czyż będzie musiała wracać do maga, ale chyba tylko on zdawał się mieć choć trochę pojęcia o tym, co stało się z Abbysem. W końcu był magiem i pracował dla Vokiala. I znał Nalavela. Może umiałby jej pomóc.
- Chciałabyś iść ze mną? - Zapytała dziewczyny.
- Co lepszego mam do roboty? - Uśmiechnęła się do niej, jakiś czas temu zamknęła oczy by Zeph nie czuła się nieswojo.
- To może... Dzisiaj przenocujemy tutaj, a jutro ruszymy w drogą powrotną. Myślę, że znam kogoś kto mógłby nam pomóc odnaleźć mojego towarzysza... - Zaproponowała.
Kiwnęła głową po czym wskazała jej mniej-więcej kierunek, gdzie leżały suche gałęzie.
- Nazbierać mogłam, rozpalić już nie. - Uśmiechnęła się znów, kończąc poprzedni temat.
- Dobrze... To posiedź tutaj a ja zajmę się rozbiciem obozu i rozpaleniem ogniska.


Elfickie namioty zostały złożone a elfia armia przygotowywała się do wymarszu. Po wygranej bitwie mogli ruszyć w dalszą drogę. W dalszą drogę na przekór wojskom Vokiala oraz w drogę ku zwycięstwu. Sephariel stanął przed swoim namiotem, który jako ostatni był składany. Rozejrzał się dookoła siebie. Elfickie zbroje lśniły dobrym kruszcem, broń elficka nie miała sobie równych, a elfie umiejętności waleczne przewyższały umiejętności większości ludzkich generałów. Tyle że, mag miał jeden problem, z którego doskonale zdawał sobie sprawę. W Jego armii brak było magów. Właśnie ten jeden mały brak w konfrontacji z wojskiem Vokiala, mógł doprowadzić do totalnej klęski. Westchnął. Żałował , że nie wziął od Zephiry jeszcze kilku amuletów, przydałyby mu się. Myślał, że będzie miał półelfke zawsze przy sobie i będzie mógł wykorzystywać jej artefakty bez problemu ale ona teraz była daleko poza jego zasięgiem. Westchnął. Odwrócił się na pięcie i wskoczył na konia. Czas było ruszać w drogę, ku kolejnemu zwycięstwu a nie zastanawiać się nad faktami dokonanymi. Ruszyła w stronę Gildi, skąd miał nadzieję, zwerbować kilku młodych magów, rwących się do walki nie mniej niż on. W dodatku, jakby zginęli i tak by się nimi nie przejął. Mięso armatnie, mag uśmiechnął się pod nosem.


Malhea podniosła się ciężko i od razu zaklęła z bólu. Dopiero po chwili zauważyła przed sobą zmartwione oczy Lothena, podała mu rękę i od razu się przytuliła. Nie pytał, objął ją delikatnie i przekazał jej cześć swojej energii. Przymknął powieki, poczuł jej ból a na dodatek nie mógł patrzeć na jej poparzone skrzydła, miał nadzieje, że uda się je zregenerować. Nie miał pewności, czy bardziej przejmuje się nią czy ciałem którym tworzył. Przecież ją kochał, więc jak mógł próbować uczynić z niej bezwolną marionetkę? Choć tego od niego przecież wymagano... Dlatego pozwalano mu mieszkać na zamku choć nie był przecież nikim szczególnym. Jedyne co w nim było niezwykłego to wiedza, która kiedyś wykradł staremu magowi, może ostatniemu który pamiętał stare czasy. Mal również przymknęła oczy. Tamta kobieta nie mogła udawać, mówiła zbyt pewnie i składnie jak na kogoś kto zmyśla. Na dodatek jakim cudem wyglądała teraz inaczej niż poprzednio, a nie było przecież wątpliwości, że to jedna i ta sama osoba. Groziła jej śmiercią, a mimo to przecież czuła się przy nieznajomej bezpiecznie. Miała pewność, że nic się jej ręki tamtej stać nie może, a nawet w obecności ukochanego odczuwała lekki niepokój o siebie, jakby jakąś cząstką świadomości wyczuwała w nim wroga. Dodatkowo ta cała opowieść o tworzeniu demonów, przecież ona, Artemis, była demonem z krwi i kości! Artemis... Przecież nazywała się Malhea!? Z powodu tych dwóch rozmów zwątpiła we wszystko co wierzyła do tej pory. Będzie musiała odnaleźć tamtą kobietę i zadać jej kilka pytań. Co do tego nie miała żadnych wątpliwości. W myślach miała już tylko jedno imię, Etemeraldern, choć jeszcze nie wiedziała do kogo ono należy...

Zephira & Eternal