Zilal :: 19.03.2007 :: 21:16 ::
Komentuj (11)
Mu podpierał głowę lewą ręką, a prawą dziabał widelcem dzisiejszą kolację. Naprzeciw niego siedział Afrodyta i wsysał spaghetti. Baran cały dzień na własną rękę szukał Koziorożca. Bez powodzenia.
- Będziesz to jadł? - zapytał Aldebaran przysiadając się do kolegi.
Aries pokręcił głową i przesunął talerz.
- Coś się stało? - Taurus wziął się już za pałaszowanie jedzonka.
- Shura zniknął. Nikt nie może go znaleźć. Jego zbroja jest w skrzyni... A ja nawet nie zauważyłem, że nie można wyczuć jego cosmo.
Aldebaran zastygł z widelcem w ustach.
- Masz racje... - mruknął. - Nie wyczuwam jego cosmo. I nie widziałem go od wczoraj.
Mu pokiwał smutno głową.
- A ja owszem. - Pisces wciągnął ostatnią nitkę makaronu. - Opuścił teren Świątyni.
- Tyle to ja też wiem. - burknął Mu.
- Ale nie wiesz gdzie poszedł... A ja wiem! Znaczy, przypuszczam.
- No?
- Widziałem, jak kierował się na północ.
Mu wywrócił oczyma i pokręcił głową.
- Ruiny? - zapytał Aldebaran.
- Tak jest! - Ryba pogratulował mu trafnego spostrzeżenia.
- Antyczne ruiny? Ale czego Shura mógłby tam szukać? Chyba nie myślicie, że mógł się... zgubić?
Afro nie odpowiedział. Zabrał tylko swój talerz i poszedł. Aldebaran wzruszył ramionami i wrócił do jedzenia.
Zamek szczęknął, drzwi skrzypnęły i do kilometrowej biblioteki wszedł całkiem przystojny mężczyzna. Jego długie włosy splecione były w dziesiątki cienkich warkoczyków, a na końcu każdego wpleciony był mały dzwoneczek. Mężczyzna ubrany był w pożółkłą koszulę, której rękawy podwinął do łokci; czarne spodnie miał wpuszczone w wysokie do kolan buty. W rękach niósł przesyłkę dla golda. Kiedy pokonał segmenty półek zobaczył nieznajomego stojącego przy stole i pochylającego się nad mapą. Shura musiał się czymś zająć przez ten czas, a pod ręką miał tylko książki. Już po kilku stronach pierwszej, zrozumiał, że zdobywanie wiedzy będzie musiało ograniczyć się wyłącznie do oglądania obrazków. A tych nie było zbyt wiele. Za to mapy okazały się bardziej interesujące. To, co teraz widział na pierwszy rzut oka przypominało mu jego rodzinną Hiszpanię, ale potem doszedł do wniosku, że to raczej Europa z czasów, gdy zaczynał kształtować się jej obecny wygląd. Ten fakt, trochę zbił go z tropu. Przecież w tamtych czasach ludzie jeszcze nie istnieli, prawda?
- To gdzie ja teraz jestem? - zapytał sam siebie.
- Tutaj. - czyjś palec wskazał mu miejsce na mapie.
Shura rzucił okiem na nieznajomego i skrzywił się na widok jego fryzury. Jak można nosić na głowie coś takiego?
- Tar Valon.
Saint znał już tę nazwę od tamtej kobiety. Dziwne, że nadal nie usłyszał jak ona się nazywa.
- To dla ciebie. - nieznajomy położył na stole złożone w kostkę ubranie i tacę z jedzeniem. - Trochę wystygło, ale z kuchni tu droga daleka.
Shura podziękował i zabrał się do jedzenia. W końcu nie miał w ustach nic, od wczorajszego obiadu w Sanktuarium, który zresztą nie bardzo mu smakował.
- Jutro rano też przyniosę ci coś do zjedzenia, a potem zabierzemy się za trening. - coś niepokojącego zabłysnęło w niebieskich oczach nieznajomego, ale Shura był zbyt zajęty jedzeniem by zwrócić na to uwagę.
- Dobrze, dziękuję. - odpowiedział znad talerza.
Mężczyzna zaczynał już się oddalać, ale gold zatrzymał go jeszcze na chwilę. Te informacje mogły mu być bardzo pomocne.
- Zaczekaj... Chciałbym poznać twoje imię. Ja jestem Shura, Złoty Rycerz Koziorożca. Służę Atenie.
- Rahien... - odpowiedział z uśmiechem. - Znaczy "świt".
Zilal :: 17.03.2007 :: 18:13 ::
Komentuj (4)
- Każę przeszukać Sanktuarium.
- Nie ma takiej potrzeby. - Mistrz pokręcił nieznacznie głową. - Odpowiednie osoby już się tym zajęły. Zbroja była na miejscu.
Mu pokiwał głową w zastanowieniu.
- Czy jest coś, co mógłbym zrobić? - zapytał.
- Znajdź go! - wrzasnął. - A teraz precz mi z oczu!
Aries ukłonił się i czym prędzej teleportował do innej lokalizacji.
Shurę obudził jakiś hałas. Leniwie otworzył oczy i ziewnął.
- Najwyższy czas. - odezwał się znajomy głos.
Przy łóżku stała kobieta o młodej twarzy, ale kilka siwych włosów podstępnie chowających się wśród innych mogło znaczyć zupełnie coś innego. Ubrana była w ciemno-zieloną długą suknię, która wykończona była srebrnymi haftami. Na ramionach kobiety leżał brązowy szal z frędzelkami. Saint spojrzał na nią zdezorientowany.
- Gdzie jestem?
- Tar Valon. Ale mnie bardziej interesuje to, jakim cudem dostałeś się do starego magazynu bez otwierania tych równie starych zamków.
Tar Valon? A gdzie to jest? Przeczesał dłonią włosy. Ostatnie co pamiętał to...
- Siedem stopni i iskrząca kolumna...
Kobieta zmarszczyła czoło, obróciła się na pięcie i zniknęła za regałem, z którego pospadała część książek. To mogło być przyczyną hałasu, który obudził golda. Shura usiadł. Skorzystał z okazji i rozejrzał się po pomieszczeniu. Zdawało mu się, że jest na końcu jakiegoś niezmiernie długiego pomieszczenia oświetlonego świecami. I gdzie nie spojrzał były książki. Coś jakby biblioteka kilometrowych długości... W dodatku okropnie zakurzona! Najwyraźniej nieznajoma znalazła coś, bo usłyszał jej pospiesznie stawiane kroki. Spojrzał w jej kierunku, ale to, co zobaczył jakoś dziwnie zepsuło mu humor. Jakim cudem idąc tak szybko w tak długiej sukni nie wzburzała wokół siebie tumanów kurzu? Chwilę później była już przy nim, a otwarta księga, którą niosła wylądowała teraz na kolanach Capricorna.
- To? - wskazała rysunek przypominający znalezisko golda.
- Tak, to chyba to. Nie pamiętam. Było już ciemno.
Kobieta spojrzała w oczy Shury. Miała taką spokojną twarz. Ale jej wzrok. Zdawało się, że sięga nim do najdalszych obszarów umysłu sainta. A Shura nie mógł nic na to poradzić, nawet mrugnąć. W końcu ta ciągnąca się w nieskończoność chwila ustała. Kobieta uniosła brwi.
- W pobliżu nie ma Kamienia Portalu... - oznajmiła. - Jeśli zdołałeś go aktywować...
Urwała i z hałasem zamknęła księgę. Poruszyła palcami, a tomisko uniosło się i pofrunęło na półki. Wzrok Shury odprowadził książkę na miejsce. Gdy jego spojrzenie szeroko otwartych oczu wróciło na kobietę dostrzegł, jak ledwie widoczna aura wokół jej osoby zanika.
- Skoro potrafisz
Przenosić, czeka cię śmierć. W taki, czy inny sposób. Sama nie wiem co jest gorsze. Umrzeć odciętym od Źródła, czy od szaleństwa powodowanego skazą. - Te ostatnie zdania powiedziała chyba do siebie.
- Już nie raz byłem w takiej sytuacji.
- Możliwe. Ale jeśli nie chcesz umrzeć zbyt szybko musimy ustalić racjonalną wersję twojego pobytu tutaj.
Pobytu? Shura przez chwilę patrzył na kobietę w milczeniu. Było raczej mało prawdopodobne, że reszta zdoła go odnaleźć. Będzie musiał sam zatroszczyć się o drogę powrotną. Ale co mu szkodziło zabawić się przy okazji? Skinął głową przytakując.
- Zostaniesz tu jeszcze przez jakiś czas. Zorganizuję ci jakieś lepsze ubranie. Hammar udzieli ci kilku lekcji. - zmierzyła go szybkim spojrzeniem, uśmiechnęła się pod nosem i znikając między ciemnością długich regałów z księgami opuściła pomieszczenie.
Capricorn miał dziwne wrażenie, że może nie wyjść cało z tych lekcji.

Kilka słów wyjaśnienia:
"Prawdziwe Źródło składa się z dwóch wzajemnie się uzupełniających części:
saidina, czyli męskiej połowy i
saidara, czyli połowy żeńskiej. Łączą je podobieństwa, ale też każda ma oddzielne właściwości, działając równocześnie wspólnie i przeciwko sobie. Tylko kobiety mogą dotknąć
saidara, tylko mężczyźni -
saidina. Każda z płci jest absolutnie niezdolna wyczuć drugą połowę Źródła, chyba że jej brak albo negację. Nawet metody, za pomocą których mężczyźni i kobiety korzystają z Jedynej Mocy emanującej ze Źródła, są tak zupełnie różne, że żadna kobieta nie zdoła dotknąć mężczyzny, by poprzez niego użyć Mocy, a żaden mężczyzna nie uczyni tego poprzez kobietę."
"W niektórych Wiekach, takich choćby jak ten, który nazywamy Wiekiem Legend, mężczyźni i kobiety używali tych wzajemnie się uzupełniających, a jednocześnie sprzecznych połówek Mocy wspólnie, dokonując dzięki temu wyczynów, które nie byłyby możliwe oddzielnie. W obecnym Wieku część męskiej połowy została skażona i z tego powodu każdy przenoszący saidin mężczyzna w końcu popada w szaleństwo i dokonuje związanych z Mocą spustoszeń, póki nie zostanie zabity bądź poskromiony."
"Akt czerpania Jedynej Mocy i kontrolowania jej przepływu z Prawdziwego Źródła nazywany jest przenoszeniem Mocy.
Przenoszenie czerpie wątki z Jedynej Mocy i używa ich pojedynczo lub w połączeniu - w splocie przeznaczonym do wykonania konkretnego zadania. Istnieje pięć różnych wątków Jedynej Mocy, znanych jako Pięć Mocy. Nazwane zostały one według żywiołów, które stymulują ich energie: Ziemia, Powietrze (czasem zwane Wiatrem), Ogień, Woda i Duch. Do wykonania wielu zadań wystarczy tylko jedna z Mocy. Przykładem splot Ognia, który sam rozpali świecę lub podtrzyma płomień. Jednakże pewne przedsięwzięcia wymagają tkania przepływów więcej niż jednej z Pięciu Mocy."
"O ile wiadomo, Jedyna Moc nie jest czymś w rodzaju osobnego bytu czy nadświadomości, lecz siłą naturalnej energii ograniczonej przez potencjał przenoszącego Moc i zasięg jego czy jej władzy. Należy tu podkreślić jedną kwestię: korzystanie z Mocy niezwykle uzależnia przenoszącego."
"Czarny, w ostatnim stadium bitwy, dokonał rozstrzygającego przeciwnatarcia, skażając męską połowę Jedynej Mocy. Od Czasu Szaleństwa, który nastąpił później, żaden mężczyzna nie był w stanie przenosić
saidina bez ostatecznego popadnięcia w nieodwracalny i straszliwy obłęd. Nawet ci, którzy zdołali się nauczyć pewnej kontroli, marli od powolnej wyniszczającej choroby, powodującej gnicie za życia. W każdym z tych przypadków niebezpieczeństwo dla otaczających mężczyznę przenoszącego Moc jest wielkie. Ci, którzy zdołają pożyć na tyle długo, by oszaleć, zwykle zaczynają korzystać z mocy skażonego
saidina w przerażający sposób, często niszcząc wszystkich i wszystko wokół siebie. Podczas Pęknięcia właśnie tacy mężczyźni doszczętnie zniszczyli świat i ówczesną cywilizację. Obecnie, z powodu potencjalnego niebezpieczeństwa, mężczyzn nie zachęca się do nauki przenoszenia Mocy. Mało tego: ci, którzy rzeczywiście się szkolą w tej dziedzinie lub choćby próbują się szkolić, są ścigani i unieszkodliwiani albo zabijani."
"Odcięcie od Prawdziwego Źródła mężczyzny znane jest jako "poskromienie". Poskromiony nadal będzie w stanie wyczuwać Moc, lecz zostanie pozbawiony zdolności dotknięcia
saidina w jakikolwiek sposób. Staje się on tym samym nieszkodliwy dla otoczenia i dla innych "poskromionych". Jeśli proces odbędzie się wystarczająco szybko, szaleństwo i wyniszczająca choroba również zostaną zatrzymane (chociaż nie wyleczone), a mężczyzna uniknie śmierci z powodu obłędu czy zgnicia ciała. Niestety, większość poskromionych po odcięciu od Prawdziwego Źródła traci wolę życia, toteż szybko wpadają w głęboką depresję i często - jeśli nikt im w tym nie przeszkodzi - popełniają samobójstwo."
Koło Czasu - przewodnik po sadze Roberta Jordana
Zilal :: 12.03.2007 :: 20:12 ::
Komentuj (6)
To mogło wydarzyć się w czasach gdy goldzi byli piękni, młodzi i żywi; gdy Dohko ze swoją skorupką siedział na Wschodzie i gadał z wodospadem oraz gdy nieświadoma niczego Saori z szerokim uśmiechem na ustach ujeżdżała Jabu. W końcu będzie Rycerzem Jednorożca...
Shura siedział na schodach przed swoim zodiakalnym domem. Zapatrzył się w szarzejące niebo. Ta codzienna rutyna zaczynała go doprowadzać do szaleństwa. Oczywiście, cieszył się z pojawienia kolejnego wcielenia Ateny. Ale odkąd niemowlaka wywieziono ze Świątyni, nastał dla nich czas zdwojonych treningów. W sumie nie miał nic przeciwko treningom, ale do licha, ile można było trenować? Przecież on jest Złotym Rycerzem! Czy to nie czyniło go dostatecznie dobrym? Westchnął i wstał. Chyba będzie musiał więcej trenować. Wyglądało na to, że ma za dużo czasu na myślenie... Skierował się do środka domu. Tam zostawił swoją złotą zbroję i postanowił połazić trochę po antycznych ruinach. W końcu były już zamknięte dla turystów, więc nikt nie będzie go niepokoił.
Myślał, że dobrze zna to miejsce. Przychodził tu dość często. Ale czegoś takiego jeszcze nie widział. Siedem kolorowych stopni prowadziło w dół ku wybrukowanemu kostką obszarowi w kształcie kwadratu. Niestety było już zbyt późno i ciemno, by Shura mógł poprawnie nazwać kolory. Zszedł po stopniach. Na środku stało coś jakby kolumna - szeroki walec o wierzchu uciętym pod dużym kątem. Widział już kiedyś czym i jak można zrobić coś takiego. Podszedł bliżej i przesunął dłoń po powierzchni. Idealnie gładka. Shura uśmiechnął się pod nosem. Też tak potrafił. Ale jego uwagę przyciągnęło coś innego. Powierzchnia walca pokryta była symbolami. Gold przykucnął i wytężył wzrok. Tak bardzo skupił się na wyławianiu w ciemności symboli, że zupełnie zlekceważył iskrzenie na górze.
- Jest zdecydowanie za ciemno... - mruknął pod nosem.
Postanowił, że wróci tu jutro wcześniej i dokładnie przyjrzy się temu czemuś. Wstając oparł się o wierzch kolumny i... Iskrzenie nasiliło się. Shura instynktownie szarpnął rękę. Upadł i walnął głową w kamienne schodki.
* * *
- Nie jestem zbyt dobra w uzdrawianiu, więc może lepiej od razu nie wstawaj.
Prócz tego kobiecego głosu dotarł do Shury okropny ból głowy. Jęknął. Zorientował się, że mimo otwartych oczu nic nie widzi.
- Z tym, chyba da się coś zrobić.
Usłyszał odgłos zbliżających się kroków. Ta osoba stała teraz koło niego. Przez warstwę bandaży wyczuł zimny dotyk. Chłód przez jakiś czas rozlewał się po całym jego ciele, aż w końcu skupił się na głowie.
- Już po wszystkim. - kiedy skończyła mówić, chłód zniknął zabierając ze sobą ból głowy. - Możesz czuć się trochę zmęczony.
I tak dokładnie było. Czuł się wypompowany. Zasnął - musiał odzyskać siły.
* * *
Mu niespokojnie dreptał po komnacie tronowej. Od rana czuł się jakoś nieswojo. I nie chodziło tylko o to, że dziś ma kolejne 'widzenie' u Wielkiego Mistrza. Zawsze się trochę przed takimi audiencjami stresował, ale dzisiejsze uczucie przechodziło wszystkie razem wzięte! Aries był tak zajęty swoimi myślami, że nie zauważył swojego przełożonego wchodzącego i siadającego w odpowiednim miejscu.
- Mu...
Gold stanął jak wryty. Katastrofa wisiała w powietrzu.
- Gdzie jest Złoty Rycerz Koziorożca?
Następne