Zilal :: 25.02.2008 :: 10:15 ::
Komentuj (17)
Kiedy Vede siedziała ze wzrokiem wbitym w podłogę, mężczyzna za biurkiem wstał. Wszystkie naczynia były już gotowe. Wyglądały trochę jak srebro.
- Resh! – zawołał donośnym głosem. – Resh!
Din Cue podniosła wzrok i zdębiała. Po prostu nie spodziewała się, że zobaczy tak uroczą facjatę. Nie, to było złe określenie. Nie mogła powiedzieć, że mężczyźni Ludu Morza byli nieatrakcyjni. Wprost przeciwnie. Ale on? Na pierwszy rzut oka był przystojny, ale... W wyglądzie jego twarzy było coś niepokojącego. Coś, co sprawiało, że nagle w otoczeniu robiło się cholernie zimno. Vede zastanawiała jedna rzecz. Jakim cudem, przebywając na morzu, zachował jasną cerę? To wydało jej się bardzo dziwne. A jednak, nie odejmowało mu to tego dziwnego uroku. Jego ciemnie włosy swobodnie opadały na ramiona zlewając się z czarnym kaftanem. Niebieskie oczy z wyczekiwaniem wpatrywały się w drzwi. Te w końcu się otworzyły, a do środka wszedł młody przedstawiciel Atha’an Miere. Nowy obrzucił Vede zdegustowanym spojrzeniem brązowych oczu bystrze zerkających spod postrzępionej brązowej grzywki. Miała dziwne wrażenie, że już go gdzieś wcześniej widziała. Nowy lekko się ukłonił czarnowłosemu i zapytał o powód wezwania.
- Skończyłem. Chodźmy po następne.
Młodzian kiwnął głową w odpowiedzi.
- A ona nie ucieknie? – zapytał lekko wydymając wargi i od niechcenia wskazując na dziewczynę.
- Nie...
W głosie czarnowłosego pobrzmiewała nutka rozbawienia. A może to była ironia? Cokolwiek to było, wywołało uśmiech na twarzach obu nieznajomych. Wyszli bez słowa zostawiając otwarte drzwi.
Mu, Milo i Shaka wyruszyli skoro świt. Każdy dostał po tobołku wypchanym jedzeniem i bukłaku z wodą. Na razie nie wiedzieli, w którą stronę mają się udać w poszukiwaniach Shury. Przepytywanie wszystkich mieszkańców pobliskiej wioski nic nie dało. Nikt go nie widział. Nikt nic nie słyszał. Przez dłuższy czas szli w milczeniu. Oddalili się na taką odległość, by zapewnić sobie odrobinę prywatności. A może raczej chodziło tu o bezpieczeństwo mieszkańców, bo z tego, co zdążyli się już zorientować, podróżowanie przy użyciu cosmo wzbudziło by nie lada sensację. A tego raczej chcieli uniknąć. Choć z drugiej strony... Może w ten sposób Shura prędzej dowiedziałby się o ich obecności.
- No to do dzieła... – Milo przycisnął do siebie tobołek z jedzeniem.
Pozostali przytaknęli mu kiwnięciem głowy.
- Eee, Milo...? – Shaka szturchnął tamtego łokciem. – Czy mi się wydaje, że to jest to, co mi się wydaje, że jest?
- Taa... – skorupiak wzdrygnął się.
Z niewiadomych powodów nie mogli rozpalić swojego cosmo. Virgo jeszcze raz szturchnął Milo. Tym razem przy okazji wskazał na trzeciego. Mu wyglądał, jakby zobaczył coś strasznego. A przynajmniej tak to wyglądało. Choć nie było wiatru, włosy golda dziwnie falowały. Poza tym ani drgnął. Nie mrugał, choć oczy miał wybałuszone i wpatrzone nie wiadomo gdzie.
- Mu...
Shaka już wyciągał łapsko żeby szturchnąć Ariesa.
- Czekaj! – Milo powstrzymał go w ostatniej chwili. – A jeśli wpadł w jakiś trans?
- To co? Obudzi się, nie?
- A jak się nie obudzi i tak mu zostanie? Będziemy go takiego ciągnąć ze sobą po okolicy? Będzie toto nam odstraszać informatorów z takim wyglądem.
Virgo z kwaśną miną zerknął na mordkę Mu.
- No tak... To będziemy czekać, aż mu przejdzie?
Milo kiwnął na tak. Oznajmił przy okazji, że nie będzie tyle stał. Szkoda nóg. I gdy tylko goldzi posadzili swoje cztery litery na zielonej trawce, Mu ocknął się.
- Kto zarządził postój? – spiorunował ich wzrokiem.
Shaka wywrócił oczyma i ani myślał się podnieść. Milo wstał.
- Lepiej powiedz, co tam widziałeś. – zwrócił się do Ariesa.
- Shurę...
"Otwarte drzwi! Zostawili otwarte drzwi!" – na twarzy Din Cue pojawił się uśmiech. Chyba nie są aż tacy głupi, że tak po prostu pozwolą jej uciec? A może zrobili to celowo? Albo wiedzieli, że nie da się uciec? Tak czy siak, jeśli nadarzała się szansa ucieczki, trzeba z niej skorzystać. Vede ułożyła sobie w kilka sekund pewien plan. Wydostanie się stąd, odszuka Antari, wskoczą do szalupy i tyle je tu będą widzieli. Pokiwała głową do swoich myśli, ale zaraz przypomniało jej się, że jeśli rzeczywiście jest na "Płonących Skrzydłach" , to z "wyskoczeniem" mogą być problemy. Jedna z legend na temat tego okrętu mówiła, że ci, którzy próbowali uciec z pokładu spłonęli w ogniu otaczającym burty zanim nawet zdążyli wpaść do wody. Taki los jej się nie uśmiechał. Mimo to spróbowała coś zrobić z sytuacją, w której się znalazła. Wstała. Jeden krok i łup! Walnęła w jakąś niewidzialną barierę. Niewiele myśląc wymacała ją całą. Niewidzialna kopuła dookoła krzesła... Świetnie! Rzeczywiście nie miała perspektywy ucieczki.